Szczyt NATO nie zaskoczy Rosji. Bez daty przyjęcia Ukrainy do Sojuszu, bez większej kasy na obronę

Grzegorz Kuczyński
Grzegorz Kuczyński
Szczyt NATO odbywa się w Waszyngtonie, ale to nie jedyny powód, dla którego słowo USA będzie decydujące
Szczyt NATO odbywa się w Waszyngtonie, ale to nie jedyny powód, dla którego słowo USA będzie decydujące PAP/EPA
Jubileuszowy szczyt najpotężniejszego w nowożytnej historii paktu militarnego przełomu nie przyniesie. Choć zagrożenie ze strony Rosji jest oczywiste od dekady, a ostatnie lata pokazały, że tylko się zwiększa, wyniki spotkania w Waszyngtonie najpewniej będą – delikatnie mówiąc – zachowawcze. Zarówno, jeśli chodzi o zwiększanie potencjału powstrzymywania i odstraszania, jak też w przypadku wsparcia dla Ukrainy w jej wojnie z Rosją. Wojnie zastępczej Moskwy z NATO.

Spis treści

Jakie są oczekiwania od szczytu NATO?

Zacząć należy od tego, że oczekiwania wobec tego szczytu – w kontekście Ukrainy – już na starcie wydają się być mniejsze, niż te sprzed roku w Wilnie. Może to i dobrze. Wtedy chyba za wysoko zawieszono poprzeczkę – głównie udziałem Kijowa. Dziś mamy więcej realizmu i po stronie NATO, i po stronie Ukrainy. Dzięki temu zapewne uda się uniknąć tego głębokiego rozczarowania sprzed roku. Na pewno wpłynęły na to zarówno wnioski z fiaska ukraińskiej kontrofensywy latem ub.r., jak i świadomość trudności politycznych na samym Zachodzie: wizja powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu czy wyborcze sukcesy w Wielkiej Brytanii i we Francji sił, które trudno uznać za „jastrzębie” w ich postawie wobec agresywnego reżimu Putina, inwazji na Ukrainę i konieczności zwiększania potencjału zbrojnego NATO.

Jeśli mówimy o Ukrainie, to niewątpliwie na szczycie w Waszyngtonie kluczowe będą dwa zagadnienia. Po pierwsze, kwestia dążenia Kijowa do członkostwa w NATO. Po drugie, kwestia pomocy wojskowej NATO dla Ukrainy w jej wojnie obronnej z Rosją.

Kiedy Ukraina w NATO?

Jeśli na fali entuzjazmu związanego z odparciem uderzenia Rosji wiosną 2022 roku i nawet odbiciem części terytoriów, a potem zapowiedzią „decydującego” kontruderzenia na froncie południowym latem 2023, na szczycie NATO w Wilnie Wołodymyr Zełenski oczekiwał jasnej deklaracji, kiedy Ukraina wejdzie do Sojuszu, to teraz nikt o tym nie mówi.

Zapewne sformułowanie dotyczące perspektyw członkostwa Ukrainy w NATO w deklaracji końcowej to ta część dokumentu, nad którą trwają największe prace. Ukraina nie zostanie na szczycie w USA zaproszona do członkostwa w Sojuszu, to jasne. Nie trzeba nawet tłumaczyć, dlaczego.

Po pierwsze, są takie kraje w NATO, które nie dadzą zgody (a wymagana jest jednomyślność). Po drugie, nie można przyjąć do Sojuszu kraju, w którym trwa wojna i który nie kontroluje części swego terytorium. Szkoda więc tylko, że na szczycie w Bukareszcie (2008) Kijów dostał czarną polewkę, choć wtedy władze Ukrainy panowały nad całością swego terytorium. No ale wtedy, choćby nadanie Membership Action Plan Ukrainie i Gruzji zablokowały Francja i Niemcy. Putin skwapliwie to wykorzystał. Najpierw napadł na Gruzję (2008), potem na Ukrainę (2014, 2022). Na Ukrainę później tylko dlatego, że latach 20102-14 rządził nią obóz Wiktora Janukowycza.

W Wilnie Ukraina dostała w rekompensacie za to brak jasnej daty przyjęcia do NATO i stwierdzenie, że sojusznicy uznali, iż Kijów nie potrzebuje Planu Działań na rzecz Członkostwa (MAP), swego rodzaju "przedsionka" do członkostwa, który określa różne reformy, które kraj musi przeprowadzić przed przystąpieniem. Co wcale nie przybliża członkostwa w NATO. Już widać, że Zachód szuka czegoś „zastępczego” dla ogłoszenia konkretów ws. wejścia Ukrainy do Sojuszu.

Amerykańscy urzędnicy, tacy jak sekretarz stanu Antony Blinken, używają ostatnio terminu "most do członkostwa". Pewnie więc będzie takie określenie w deklaracji końcowej. Plus pewnie określenie, że wejście na ten „most” oznacza, że Ukraina może pójść już tylko w jednym kierunku i uzyskanie statusu członka NATO jest „nieodwracalne”. Choć to ostatnie słowo wciąż nie jest wcale pewne…

Broń i nie tylko dla Kijowa

Skoro Ukraina nie usłyszy daty wejścia do NATO, to zapewne oczekuje czegoś w zamian. W obecnej sytuacji – co naturalne – najbardziej konkretów w dostawach uzbrojenia. Zarówno jeśli chodzi o ilość i jakość broni, ale też jeśli chodzi o termin dostaw i możliwość wykorzystania. Wszak administracja Bidena, nawet po okrutnym ataku Rosjan na dziecięcy szpital w Kijowie, sprzeciwia się ciągle używaniu amerykańskich systemów rakietowych do uderzania w cele militarne w głębi Rosji.

Przede wszystkim oczekuje się, że wielu sojuszników ogłosi na szczycie więcej dostaw broni na Ukrainę. Pytanie, jak zawsze, brzmi: jak szybko dotrą one na pole bitwy? Druga kwestia, to przejęcie przez NATO koordynacji dostaw broni i amunicji od Grupy Rammstein, która zrzesza ponad 50 głównie zachodnich państw, które spotykają się niemal co miesiąc od czasu pełnej inwazji na Ukrainę. Trzeci punkt, to finansowanie pomocy wojskowej dla Kijowa.

Sekretarz generalny Jens Stoltenberg zaproponował najpierw około 100 miliardów euro rocznie przez pięć lat. Następnie propozycja ta została złagodzona do 40 miliardów euro na kilka lat, ale ostatecznie 40 miliardów euro przeznaczono tylko na 2024 rok, a finansowanie zostanie ponownie przeanalizowane na następnym szczycie w 2025 roku.

Biden i problemy Zachodu

Niestety, i dla Ukrainy, i dla NATO (i na szczęście dla Rosji oraz innych rywali Sojuszu), szczyt w stolicy USA może w dużym stopniu przebiegać pod znakiem dyskusji na temat wyborów amerykańskich. Wszystkie oczy będą zwrócone na prezydenta Joe Bidena, gospodarza spotkania, zwłaszcza po jego słabym występie w debacie z Trumpem.

Paradoksalnie, jego aktywność - lub jej brak - może okazać się jednym z kluczowych czynników wpływających na ocenę szczytu. Warto wspomnieć, że już nawet na szczycie w Wilnie nie zorganizował konferencji prasowej, co jest niezwykłe dla amerykańskich prezydentów; wtedy nie uczestniczył nawet w kolacji przywódców. Tutaj musi być bardziej aktywny. Jego doradcy z pewnością będą chcieli, aby szczyt był dla niego starannie zaplanowany, aby uniknąć niepotrzebnych wpadek.

Biden to poważny problem, ale wcale nie jedyny w budowaniu silnego wizerunku NATO na tym szczycie. Wszak Emmanuel Macron przybywa do Waszyngtonu po podwójnej wyborczej porażce jego obozu: najpierw w eurowyborach, a dopiero co w wyborach krajowych. Trudno mówić o silnym mandacie Macrona w tej sytuacji. Podobnie jest z Scholzem. Koalicja rządząca w Niemczech dostała w wyborach do Parlamentu Europejskiego solidny łomot. W przeciwieństwie do Paryża i Berlina, z silnym mandatem pojawi się reprezentant Londynu. Tyle że premier Keir Starmer ma w swej Partii Pracy wielu przeciwników zwiększania nakładów na zbrojenia. A poza tym, biorąc pod uwagę rządy lewicy w Wielkiej Brytanii i Francji, już widać potencjalne problemy w relacjach z możliwym przyszłym prezydentem USA, Donaldem Trumpem.

NATO, Ukraina i globalne zagrożenia

Na piątkowej konferencji prasowej ustępujący sekretarz generalny Jens Stoltenberg nazwał wsparcie NATO dla Ukrainy "najpilniejszym zadaniem", w którym "kraje NATO muszą pomóc Ukrainie wzmocnić jej pozycję, ponieważ wiemy, że istnieje bardzo silny związek między tym, co dzieje się przy stole negocjacyjnym, a sytuacją na polu bitwy".

Jak będzie wyglądało to wzmocnienie? Oprócz wielu gorących słów solidarności, co najwyżej wspomniane konkretne sumy pieniędzy i deklaracje dostawy konkretnych systemów broni powietrznej, tudzież amunicji, dla wzmocnienia ochrony nieba nad Ukrainą. Co jest szczególnie pożądane po poniedziałkowym ataku rakietowym Rosji. No i do tego powtórzenie, w formie może mocniejszej niż w Wilnie, że przyszłość Ukrainy jest w NATO.

Ale przecież Ukraina to nie jedyny problem NATO. Są też rosnące w siłę Chiny i nieobliczalna Korea Północna – stąd rozmowy z krajami partnerskimi z obszaru Oceanu Indyjskiego i Pacyfiku. Zapewne możemy oczekiwać większego uświadomienia sobie – może nawet w dokumentach – że konfrontacja z Rosją i rywalizacja z Chinami do dwie strony tej samej monety.

Tylko co zrobić, by skutecznie stawić czoła wszelkim zagrożeniom? Skoro mowa o pakcie militarnym, to odpowiedź jest oczywista. Powinien być jeszcze silniejszy. Tylko jak mówić o zbrojeniu się po zęby, skoro już administracja Bidena oznajmiła, że nie będzie walki o wyższy wymagany poziom wydatków na obronność dla członków NATO. USA satysfakcjonuje już sam fakt, że w ciągu ostatnich dwóch lat liczba państw członkowskich spełniających kryterium 2 proc. podwoiła się i wynosi teraz 23.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ślubowanie olimpijczyków - wywiad Przemysław Zamojski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na strefaobrony.pl Strefa Obrony